Zdrowie & dieta

Dlaczego nie chudnę? Sposoby przez, które przestaniesz tyć!

Jesz zdrowo.

Jesz pięć posiłków.

Nie jesz batonów

Ćwiczysz

Nie chudniesz.

A ja jem batony i schudłam. Dlaczego?

            Dziewczyna z pracy nie lubi się pocić więc nie chodzi na siłownię i dalej ma boską figurę. Sąsiadka pije kawę z łyżką cukru codziennie rano na śniadanie siedząc na balkonie i widać jej kości na dekolcie. Twoja ciocia zjada ogromny obiad, a nie regularne małe posiłki i widać jej płaski brzuszek przez koszulkę. A Ty nadal masz wałeczki, waga stoi, czujesz się zmęczona i nieszczęśliwa. Jesteś tykającą bombą, która za kilka dni, lub tygodni rzuci się na kaloryczne produkty mówiąc „pierdolę to”, w końcu nie działa. Znasz to prawda?

Wiele lat rygorystycznych diet, silnych treningów, ostrego cardio, godzinnej bieżni, dwugodzinnych spacerów, ciężkich hantli, burczącego brzucha, sałat i zaburzeń odżywiania nauczyły  mnie, że to nie działa. Jeszcze wiele diet i treningów zajmie Ci by to zrozumieć, więc po przeczytaniu moich sposobów prawdopodobnie wyłączysz artykuł i powiesz „co ona gada, potrzebuję konkretu, konkretnego treningu i przepisu, sposobu”. Spokojnie, przyjdzie czas zrozumienia i do Ciebie. Mianowicie są tylko dwa sposoby by skutecznie schudnąć:

DEFICYT & PSYCHIKA

 

I.DEFICYT KALORYCZNY

Czas zrozumieć, że WSZYSTKIE „działające diety” opierają się tylko na jednym – na deficycie kalorycznym. Oznacza to, że jesz mniej, niż TWÓJ organizm potrzebuje. Z naciskiem na TWÓJ – bo zrozum, że dieta 1500 kcal może działać na kogoś, na Ciebie nie musi. Twój organizm na indywidualne zapotrzebowanie kaloryczne. Oblicz je sobie za pomocą kalkulatora, a następnie odetnij około 300 kcal i zobacz czy chudniesz. W internecie jest od cholery instrukcji jak to obliczyć, albo stron do gotowych kalkulatorów. Nic trudnego.

Wszystkie diety – te które każą jeść dużo jajka, odstawić gluten, jeść tylko do 18:00, jeść 5 posiłków, 4 posiłki, 60 posiłków itd., są skuteczne tylko dlatego – że Twój organizm przyjmuje mniej kalorii niż Twoje zapotrzebowanie. Właśnie dlatego ktoś kto je batonika jest chudy, ponieważ prawdopodobnie cały jego dzień nie przekracza jego zapotrzebowania. Czyli mimo zjedzenia batonika na śniadanie, zjada np. 1900 kcal dziennie co pozwala mu zachować szczupłą sylwetkę.

Tłumacząc bardziej zero-jedynkowo – jeśli Twoje zapotrzebowanie kaloryczne to 2000 kcal dziennie i nawet jedząc tylko kurczaka, warzywa i oliwę (łyżka oliwy ma około 100 kcal) i przekroczyć zapotrzebowanie – przytyjesz. Jedząc tylko kawałek pizzy dziennie, mimo tego że jest niezdrowa itd. – schudniesz. (Nie stosujcie tego, to przykład)

Także pamiętajcie, że lekarstwem na wszystko jest UMIAR.

Wystarczy jeść mniej, szacować kalorie. Na początku może to wydawać się trudne, bo chcesz liczyć co do grama, potem wchodzi w nawyk i robisz to w głowie. Ja potrafię robić już jajecznicę „na oko” bym wiedziała, że będzie miała około 400 kcal, dzięki temu zjedząc lekki obiad, pozwalam sobie na winko czy ciacho wieczorem. I jestem szczupła.

Jeśli nie chcesz ani chudnąć, ani tyć. Po prostu jest mniej, jedz tak by czuć lekki niedosyt, nie opychać się, wlewać wodę w żołądek i trochę poruszać się w ramach zjedzonego ciastka. Taki „lewy” deficyt kaloryczny.

II.PSYCHIKA

Powinnam dać to jako punkt pierwszy, ale brzmiał za mało konkretnie by Was zachęcić. W końcu psychika to nie konkret typu „jedz ziemniaka o godzinie 12:37 a schudniesz 4,5 kg w 3 dni”.

Kiedyś moja psychika wyglądała inaczej, prawdopodobnie tak jak wygląda teraz Wasza. Chodziłam na siłownię 5-6 x w tygodniu. Miałam wrażenie, że jeśli jednego dnia coś mi wypadło i nie pójdę – wszystko legnie w gruzach. Cały miesiąc treningów, całe trzymanie się diety, że tego dnia utyję podwójnie. Nie odpoczywałam, nie regenerowałam się. Czułam paniczny lęk przed brakiem treningu, przez odpoczynkiem. Stresowałam się cały czas, czułam presję. Presję samej siebie.

Kiedyś uważałam, że jeśli zjadłam czekoladkę, to wszystko legło w gruzach. Już nie mam co zaczynać na nowo (mimo, że tu nawet nie powinno być zaczęcia, a kontynuacja). Liczyłam kalorie co do grama, każdą łyżkę owsa szacowałam czy to bardziej 10 czy 15 gramów. Odwaliło mi!

I najgorsze: codzienna potrzeba efektu „na już”. Codziennie ważenie, codziennie sprawdzanie czy spadło chociaż kilkadziesiąt gramów, centymetr w pasie. Ciągłe przeglądanie się w lustrze, analiza i nienawiść swojego wyglądu. Ciągłe przyglądanie się dziewczynom na Instagramie, zauważanie tylko chudych koleżanek.

I nie chudłam.

Teraz chudnę, dlaczego?

Zrozumcie, że nadmiar stresu Was nie odchudzi. Ciągła analiza swojego ciała, żywienia, powoduje że jecie więcej. Człowiek, który ma ciągłe zajęcie (czynnością w sensie dosłownym, ale i myślowym), czasem zapomina zjeść. Nie miałeś nigdy tak, że w pędzie robienia czegoś emocjonującego, bycia gdzieś z kimś itd., zapominało się o głodzie?

Ta presja powoduje, że jemy, że non stop o tym myślimy, zajadamy stres. Obwiniamy się, a potem rzucamy na jedzenie. Ograniczamy sobie każdą przyjemność, a potem rzucamy się na ich potrojoną ilość. Jedziemy rutynową dietą, zamiast nakręcać metabolizm różnorodnością.

Presja nad efektami. Skupcie się na działaniu, jakby nie miało być z tego efektu. Wiem, brzmi niedorzecznie – w końcu po co coś robić dla braku efektu. A no właśnie dla samego działania, bo systematyczne i wytrwałe działanie (bez myślenia w kółko o tym) go przyniesie. To działa trochę jak szkoła, nie chciało się być na fizyce, ale nie miało się wyjścia, była obowiązkowa, chodziliśmy na nią. Więc przestaliśmy zastanawiać się nad tym jak ją obejść, jak zmienić system edukacji, tylko założyliśmy że musimy chodzić na nią i chodziliśmy przez całe liceum. Tak samo trzeba założyć z chodzeniem na trening – chodzę, bo mam chodzić. Tak, jakby ktoś Ci przewidział przyszłość, że nigdy nie będziesz mieć kaloryfera, ale ty i tak będziesz chodzić dla samego działania. Nastaw się na działanie, bez analizy swoich efektów. Wywal wagę, zważ się po pół roku, ale działaj.

Regeneruj się. Błagam nie sądź, że katowanie się działa na plus. Działa kompletnie na minus.

Działaj nad swoją psychiką by schudnąć, działaj z podświadomością. Kształtuj ją, poczytaj o sile przyciągania, o medytacji, metodach motywacyjnych. Przestań wstydzić się mówić do siebie/lustra, że jesteś zajebista i że pewne siebie laski uważa się za piękniejsze. Zacznij poza ciałem, najpierw leczyć umysł.

Popatrz na grube babeczki. Wywal instagrama (od obserwuj profile), zrozum, że te dziewczyny zarabiają na swojej promocji, na swojej metamorfozie. Niektóre może nawet nienawidzą treningów, a mówią że je kochają. Inne odchudzały się pół roku poprzez głodówkę, a piszą że to były 3 miesiące dzięki zdrowym przepisom, które reklamują. Używają filtrów, odpowiedniej pozy. To internet, przejdź się ulica – te kobiety na ulicach również kryją pod ciuchami swoje kompleksy.

Uwierz mi, że tak jest.

Znajomi mówili mi że jestem szczupła, pewnie fart – dobre geny.

Nikt nie wiedział, że przez zaburzenia odżywiania wymuszałam wymioty.

Nawet nie wiesz ile drugi człowiek może ukrywać.