Depresja & Zaburzenia lękowe

Depresja: 10 NAJGORSZYCH TEKSTÓW, KTÓRYCH NIE POWINIENEŚ MÓWIĆ OSOBIE CHOREJ NA DEPRESJĘ

 

10 tekstów, które słyszą osoby chore na depresję

10 tekstów, których osoby zdrowe, nie powinny mówić osobie chorej

Przemyśl, nim coś powiesz.

1.”Zajmij się czymś” 

To najpopularniejsza rada jaką słyszałam  i jednocześnie moje numer jeden. Wszyscy którzy mierzyli się z depresją wiedzą, że zajęcie to pstryczek do wyleczenia. Owszem, rozumiem sens tej rady – człowiek bezczynny więcej narzeka i zamartwia się, człowiek zajęty nie myśli o problemach, bo nie ma czasu. Naturalnie zajęcie (hobby, praca czy obowiązki) są ważnym elementem w leczeniu. Jednak nie wiecie jak wielu ludzi w depresji ma mnóstwo zajęć, są wręcz pracoholikami, mają ciągłe spotkania z ludźmi i co? I mają depresję. Ponieważ nie czują sensu i szczęścia z wykonywanych zajęć. Problem tkwi tu nie w liczbie zajęć lecz w nastawieniu i psychice podczas ich wykonywania.

 

2. „Kiedyś ludzie takich problemów/chorób nie mieli”

No szlag mnie trafia! Kiedyś znaczy kiedy? Za czasów naszych dziadków, pradziadków? Mieli, mieli ale inne problemy. Były wojny, głód, reżim, teraz po prostu zmienił się rodzaj problemu, ale wewnętrzne niezadowolenie człowieka mogło być zawsze. Po drugie, nie było takiego nazewnictwa. Nikt nie zdefiniował depresji, nie było tylu form radzenia sobie z nią co teraz. Poza tym kiedyś było mniej wyborów, mniej możliwości przez co człowiek cieszył się z innych kwestii niż dziś. To naturalny postęp czasu, za sto lat problemy będą zupełnie inne. Depresja to kwestia indywidualna, po prostu kiedyś się o niej nie mówiło. Dziś jesteśmy wolni w wyrażaniu.

 

3. „Inni ludzie mają większe problemy”

Mają. Są nawet tacy którzy mają dużo mniejsze problemy niż ja i popełniają samobójstwa. Problem sam w sobie nie ma miary wielkości – to my ją nadajemy. Dla kogoś utrata pracy może być zbawieniem, szansą i wolnością, dla kogoś innego porażką i policzkiem. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ja jestem w swoim ciele i to że gdzieś na świecie jest głód nie zlikwiduje np. mojego kryzysu w związku.

 

4. „Nie przejmuj się”

Ok to już się nie przejmuję. Dzięki za wyleczenie!

 

5. „Życie jest za krótkie by się zamartwiać”

Dlatego próbuję leczyć się z depresji by mieć jeszcze szansę pożyć jak szczęśliwy, zdrowy człowiek. Możesz spróbować mi w tym pomóc.

 

6. „Depresja to nie choroba”

Więc na pewno tego nie przeżyłeś. Zaawansowana depresja wyrządzić potrafi więcej krzywd i spustoszeń w organizmie niż niejedna choroba fizyczna. Jeszcze lepiej – depresja może doprowadzić do nie jednej choroby fizycznej. Zmienia nas hormonalnie, stres powoduje wiele problemów zdrowotnych, depresja wpędza nas w bezsenność, która niekorzystnie działa na funkcjonowanie WSZYSTKICH narządów, wpędza nas w zaburzenia odżywiania, problemy gastryczne itd (wymieniane w nieskończoność).

 

7. „Dawno chyba Ci się po dupie porządnie nie dostało od życia”

Właśnie mi się teraz dostaje. Każdego dnia, każdej nocy, każdego poranka gdy otwieram oczy i gdy je zamykam. Z każdą sekundą depresja uderza mnie po całym ciele i chciałabym by była to tylko dupa.

 

8.„Doceń, bo jutro może być gorzej”

Właśnie w tym kwi sedno choroby! Człowiek chory na depresję nie potrafi być szczęśliwy i docenić tego co ma! Nie potrafi cieszyć się, że ma dwie ręce, pracę i zdrowych rodziców, gdzie ktoś inny niepełnosprawny jest bardziej szczęśliwy niż on. Nie umie widzieć dobra w dużych, a co dopiero małych rzeczach i sukcesach. Co z tego, że jutro może być gorzej, skoro nie będę cieszyć się jeśli byłoby lepiej?

 

9. „Napijmy się, będzie lepiej”

Moi drodzy, toast kieliszka brzmiący „do dna” to też droga „do dna”. Nie proponuj alkoholu osobie która ma depresję, albo podejrzewasz, że może ją mieć. Sam nie top smutków w alkoholu, smutki to nie rzecz fizyczna – nie ma ciężkości, wypłynie z powrotem na powietrze 🙂

 

10. „Nie narzekaj”

Czy wiesz, że większość chorych na depresję nie daje po sobie tego poznać? W pracy myślisz, że są skupieni, a oni po prostu są zamknięci w sobie? W czterech ścianach swojego mieszkania mają załamania nerwowe kiedy Ty myślisz że właśnie robią produktywne rzeczy? Jeśli ktoś zaczyna mówić o swoich problemach – pomóż mu, on nie narzeka, on szuka pomocy i właśnie masz szansę takiej osobie pomóc. Pomóc, nim będzie

Zdrowie & dieta

Dlaczego nie chudnę? Sposoby przez, które przestaniesz tyć!

Jesz zdrowo.

Jesz pięć posiłków.

Nie jesz batonów

Ćwiczysz

Nie chudniesz.

A ja jem batony i schudłam. Dlaczego?

            Dziewczyna z pracy nie lubi się pocić więc nie chodzi na siłownię i dalej ma boską figurę. Sąsiadka pije kawę z łyżką cukru codziennie rano na śniadanie siedząc na balkonie i widać jej kości na dekolcie. Twoja ciocia zjada ogromny obiad, a nie regularne małe posiłki i widać jej płaski brzuszek przez koszulkę. A Ty nadal masz wałeczki, waga stoi, czujesz się zmęczona i nieszczęśliwa. Jesteś tykającą bombą, która za kilka dni, lub tygodni rzuci się na kaloryczne produkty mówiąc „pierdolę to”, w końcu nie działa. Znasz to prawda?

Wiele lat rygorystycznych diet, silnych treningów, ostrego cardio, godzinnej bieżni, dwugodzinnych spacerów, ciężkich hantli, burczącego brzucha, sałat i zaburzeń odżywiania nauczyły  mnie, że to nie działa. Jeszcze wiele diet i treningów zajmie Ci by to zrozumieć, więc po przeczytaniu moich sposobów prawdopodobnie wyłączysz artykuł i powiesz „co ona gada, potrzebuję konkretu, konkretnego treningu i przepisu, sposobu”. Spokojnie, przyjdzie czas zrozumienia i do Ciebie. Mianowicie są tylko dwa sposoby by skutecznie schudnąć:

DEFICYT & PSYCHIKA

 

I.DEFICYT KALORYCZNY

Czas zrozumieć, że WSZYSTKIE „działające diety” opierają się tylko na jednym – na deficycie kalorycznym. Oznacza to, że jesz mniej, niż TWÓJ organizm potrzebuje. Z naciskiem na TWÓJ – bo zrozum, że dieta 1500 kcal może działać na kogoś, na Ciebie nie musi. Twój organizm na indywidualne zapotrzebowanie kaloryczne. Oblicz je sobie za pomocą kalkulatora, a następnie odetnij około 300 kcal i zobacz czy chudniesz. W internecie jest od cholery instrukcji jak to obliczyć, albo stron do gotowych kalkulatorów. Nic trudnego.

Wszystkie diety – te które każą jeść dużo jajka, odstawić gluten, jeść tylko do 18:00, jeść 5 posiłków, 4 posiłki, 60 posiłków itd., są skuteczne tylko dlatego – że Twój organizm przyjmuje mniej kalorii niż Twoje zapotrzebowanie. Właśnie dlatego ktoś kto je batonika jest chudy, ponieważ prawdopodobnie cały jego dzień nie przekracza jego zapotrzebowania. Czyli mimo zjedzenia batonika na śniadanie, zjada np. 1900 kcal dziennie co pozwala mu zachować szczupłą sylwetkę.

Tłumacząc bardziej zero-jedynkowo – jeśli Twoje zapotrzebowanie kaloryczne to 2000 kcal dziennie i nawet jedząc tylko kurczaka, warzywa i oliwę (łyżka oliwy ma około 100 kcal) i przekroczyć zapotrzebowanie – przytyjesz. Jedząc tylko kawałek pizzy dziennie, mimo tego że jest niezdrowa itd. – schudniesz. (Nie stosujcie tego, to przykład)

Także pamiętajcie, że lekarstwem na wszystko jest UMIAR.

Wystarczy jeść mniej, szacować kalorie. Na początku może to wydawać się trudne, bo chcesz liczyć co do grama, potem wchodzi w nawyk i robisz to w głowie. Ja potrafię robić już jajecznicę „na oko” bym wiedziała, że będzie miała około 400 kcal, dzięki temu zjedząc lekki obiad, pozwalam sobie na winko czy ciacho wieczorem. I jestem szczupła.

Jeśli nie chcesz ani chudnąć, ani tyć. Po prostu jest mniej, jedz tak by czuć lekki niedosyt, nie opychać się, wlewać wodę w żołądek i trochę poruszać się w ramach zjedzonego ciastka. Taki „lewy” deficyt kaloryczny.

II.PSYCHIKA

Powinnam dać to jako punkt pierwszy, ale brzmiał za mało konkretnie by Was zachęcić. W końcu psychika to nie konkret typu „jedz ziemniaka o godzinie 12:37 a schudniesz 4,5 kg w 3 dni”.

Kiedyś moja psychika wyglądała inaczej, prawdopodobnie tak jak wygląda teraz Wasza. Chodziłam na siłownię 5-6 x w tygodniu. Miałam wrażenie, że jeśli jednego dnia coś mi wypadło i nie pójdę – wszystko legnie w gruzach. Cały miesiąc treningów, całe trzymanie się diety, że tego dnia utyję podwójnie. Nie odpoczywałam, nie regenerowałam się. Czułam paniczny lęk przed brakiem treningu, przez odpoczynkiem. Stresowałam się cały czas, czułam presję. Presję samej siebie.

Kiedyś uważałam, że jeśli zjadłam czekoladkę, to wszystko legło w gruzach. Już nie mam co zaczynać na nowo (mimo, że tu nawet nie powinno być zaczęcia, a kontynuacja). Liczyłam kalorie co do grama, każdą łyżkę owsa szacowałam czy to bardziej 10 czy 15 gramów. Odwaliło mi!

I najgorsze: codzienna potrzeba efektu „na już”. Codziennie ważenie, codziennie sprawdzanie czy spadło chociaż kilkadziesiąt gramów, centymetr w pasie. Ciągłe przeglądanie się w lustrze, analiza i nienawiść swojego wyglądu. Ciągłe przyglądanie się dziewczynom na Instagramie, zauważanie tylko chudych koleżanek.

I nie chudłam.

Teraz chudnę, dlaczego?

Zrozumcie, że nadmiar stresu Was nie odchudzi. Ciągła analiza swojego ciała, żywienia, powoduje że jecie więcej. Człowiek, który ma ciągłe zajęcie (czynnością w sensie dosłownym, ale i myślowym), czasem zapomina zjeść. Nie miałeś nigdy tak, że w pędzie robienia czegoś emocjonującego, bycia gdzieś z kimś itd., zapominało się o głodzie?

Ta presja powoduje, że jemy, że non stop o tym myślimy, zajadamy stres. Obwiniamy się, a potem rzucamy na jedzenie. Ograniczamy sobie każdą przyjemność, a potem rzucamy się na ich potrojoną ilość. Jedziemy rutynową dietą, zamiast nakręcać metabolizm różnorodnością.

Presja nad efektami. Skupcie się na działaniu, jakby nie miało być z tego efektu. Wiem, brzmi niedorzecznie – w końcu po co coś robić dla braku efektu. A no właśnie dla samego działania, bo systematyczne i wytrwałe działanie (bez myślenia w kółko o tym) go przyniesie. To działa trochę jak szkoła, nie chciało się być na fizyce, ale nie miało się wyjścia, była obowiązkowa, chodziliśmy na nią. Więc przestaliśmy zastanawiać się nad tym jak ją obejść, jak zmienić system edukacji, tylko założyliśmy że musimy chodzić na nią i chodziliśmy przez całe liceum. Tak samo trzeba założyć z chodzeniem na trening – chodzę, bo mam chodzić. Tak, jakby ktoś Ci przewidział przyszłość, że nigdy nie będziesz mieć kaloryfera, ale ty i tak będziesz chodzić dla samego działania. Nastaw się na działanie, bez analizy swoich efektów. Wywal wagę, zważ się po pół roku, ale działaj.

Regeneruj się. Błagam nie sądź, że katowanie się działa na plus. Działa kompletnie na minus.

Działaj nad swoją psychiką by schudnąć, działaj z podświadomością. Kształtuj ją, poczytaj o sile przyciągania, o medytacji, metodach motywacyjnych. Przestań wstydzić się mówić do siebie/lustra, że jesteś zajebista i że pewne siebie laski uważa się za piękniejsze. Zacznij poza ciałem, najpierw leczyć umysł.

Popatrz na grube babeczki. Wywal instagrama (od obserwuj profile), zrozum, że te dziewczyny zarabiają na swojej promocji, na swojej metamorfozie. Niektóre może nawet nienawidzą treningów, a mówią że je kochają. Inne odchudzały się pół roku poprzez głodówkę, a piszą że to były 3 miesiące dzięki zdrowym przepisom, które reklamują. Używają filtrów, odpowiedniej pozy. To internet, przejdź się ulica – te kobiety na ulicach również kryją pod ciuchami swoje kompleksy.

Uwierz mi, że tak jest.

Znajomi mówili mi że jestem szczupła, pewnie fart – dobre geny.

Nikt nie wiedział, że przez zaburzenia odżywiania wymuszałam wymioty.

Nawet nie wiesz ile drugi człowiek może ukrywać.

Miłość & relacje

Dlaczego mężczyźni zdradzają i jak temu zapobiec?

 

W dupie nam się poprzewracało. Widzimy stare małżeństwa, historie rodziców, którzy poznali się jako nastolatkowie i wieku 20 lat on błagał ją o rękę. Żona zawsze wkurwiała, mąż był leniwy, ona miała pretensję, on bywał nerwowy, ale naprawiało się. Była miłość. W końcu to „moja Krystynka/mój Wiesiu”.

Jeśli już było źle, odchodziło się. Rozwodziło, najlepiej tak by zadbać o dobro dzieci, wcześniej przemyślało się wszystko to milion razy. W końcu źle będzie wyglądać Jasiu w szkole będąc jedynym dzieckiem z rozbitej rodziny. A teraz? Moja alergolog powiedziała mi ostatnio, że co druga matka mówi jej na wizycie lekarskiej „Syn w domu nie kaszle, chyba że jedzie do taty, tam jest pies”. Teraz strach pytać, czy rodzice są razem bo to już staje się rzadkością.

Jednak to wszystko dalej jest w porządku, dlaczego? Bo nie jesteśmy zmuszani to bycia z drugą osobą z którą jesteśmy nieszczęśliwi. Ja to rozumiem, ale po jaką cholerę ludzie tkwiąc w swoich związkach pchają się innym ludziom między nogi?

 

DLACZEGO MĘŻCZYŹNI ZDRADZAJĄ?

 

Dla wszystkich urażonych mężczyzn – spokojnie, powstanie też artykuł o zdradzających kobietach. Myślę, że częstotliwość jest taka sama.

Ostatnio zdrada obija mi się o uszy coraz częściej. Facet zdradził przyjaciółkę pół roku przed ślubem. W banku kadrowa rozkłada nogi, a po pracy gotuje rosół mężowi. Ten poszedł do młodszej, tamtej do szczuplejszej. Ona zostawiła dobrego, ułożonego dla jakiegoś Australijczyka. On zostawił ją z dziećmi, dla młodszej.  Dlaczego?

 

         SZACUNEK

 

Stawiam ten argument na pierwszym miejscu. Utrata szacunku wobec drugiej osoby, to element w związku, który bywa nie do odbudowania. Zaczynamy związek z pełnym pakietem szacunku i od nas zależy czy zmniejszamy jego ilość wobec drugiej osoby. Jak tracimy szacunek? Najczęściej przez słowa. Wydaje nam się, że obrażając drugą osobę w nerwach nic się nie dzieje. Przecież zaraz pogodzicie się, przytulicie i wszystko wraca do normy. Tak, wraca. Wraca codzienność, czynności, obowiązki … ale szacunek już nie. Nawet jeśli pewne wypowiedziane słowa zostały oparte przeprosinami, z pamięci ich nie wymażemy. Powiedzenie drugiej osobie słów typu „żałuję, że poznałam kogoś takiego jak Ty” lub „jesteś nieudacznikiem” jest ciosem w jego poczucie wartości. Może ok, nie robi już z tego awantur, ale nie pozbędzie się tego zdarzenia ze swojej pamięci.

Szacunek można stracić pokazując obraz siebie, jakiej ta osoba nie znała. Coś co ją zaszokuje, krzyk z Twoich ust którego się nie spodziewał, oszustwo, którego nic nie zwiastowało, zdrada, a przede wszystkim kłamstwo.

Kłamstwo wykonane raz, zawsze zwiastuje kolejne i tyle. Okłamując partnera, nigdy nie dajemy mu 100% pewności wobec swojej osoby. Już zawsze, albo przynajmniej przez pewien czas wzbudzamy pewien brak zaufania. Bądźmy szanowani – szanowana osoba jest szczera, prawdziwa i ma zasady moralne.

Nie wiem ile zdrad wynika z utraty szacunku, ale myślę, że wiele. Ktoś kto spotyka na drodze kogoś nowego z czystą kartką i dobrymi rokowaniami na zaufanie, nie chce wracać do domu wypełnionego kłamstwem, obrazą i oszustwem.

 

        NIEDOWARTOŚCIOWANIE

 

Będę szczera, ale tu częściej zawalają kobiety. Kobietom utarło się, że to im mówi się komplementy o tym jaka jest ładna, w końcu „płeć piękna”. Ich wygląd to atut, nie da go się nie zauważyć. Usiądź i pomyśl, kiedy powiedziałaś swojemu partnerowi, że jest bardzo przystojny?

Nawet dla mnie to dziwnie brzmi, bo jest to mało słyszalne. Facet ma być silny i pewny siebie sam w sobie. Nie musi słuchać Twoich komplementów prawda? Może dobrze czasem od tak powiedzieć mu, że jego penis to oaza Twojej rozkoszy, albo że ma seksownie rozbudowane plecy. Cokolwiek.

Siedziałam raz z grupą przy piwie. Słyszę coraz częściej tendencję do zaniżania wartości swojego partnera w tłumie. Tak jakby na siłę chciało się postawić go w złym świetle. Wiecie co to jest? To wasze kompleksy. Często kobieta nie chwali swojego partnera wśród innych, mało która wspiera go w towarzystwie. Za to łatwo się krytykuje „Radek to nigdy nie sprząta”, „zobacz, nauczyłbyś się od niego to też byś tyle zarabiał” .  Moją ulubioną historią była opowieść jednego z Panów, który z ekscytacją opowiadał o tym, jak znalazł 300 zł podczas naprawiania dachu na strychu. W całej tej historii chodziło o ten fart, o te 300 zł. Puenta jednak była małżonki „Jakiego naprawiania, leżałeś, przecież ty śpisz cały dzień”

Gwóźdź do trumny.

Chcesz opieprzyć swojego faceta za lenistwo? Okej, ale zrób to w domu, prywatnie. Nie gnoj go w tłumie, bo nie będzie chciał w nim z Tobą przebywać. Później taki mężczyzna znajduje inną, taką przy której czuje się piękny. Ty zadajesz sobie pytanie „Dlaczego do niej odszedł? Przecież jestem mądrzejsza i ładniejsza”. Dlatego, że on przy niej czuje się mądrzejszy i  ładniejszy. I tyle.

Psycholożka Katarzyna Miller opowiadała kiedyś, że pewne małżeństwo przyszło do niej na terapię. Przedstawiam dialog z niesamowitą ripostą

Żona rozpłakana mówi „Mąż nie mówi mi nic miłego”

Katarzyna Miller: „A ty mu mówisz”?

Żona oburzona odpowiada:  „Ja mu nie mówię, bo on mi nie mówi”

Katarzyna Miller:  „Może on Ci nie mówi, bo ty mu nie mówisz?”

Widzimy tylko czyjeś błędy, nie umiemy schować dumy do kieszeni i trochę zaniżyć swoje ego. Moja szefowa powiedziała mi, że nigdy nie powiedziała mężowi że wygląda w czerwonej koszuli źle i grubo.  Woli ująć „Może ubrałbyś niebieską? Naprawdę lubię Cię w tej niebieskiej”.

 

  BRAK PEWNOŚCI SIEBIE

 

Nikt nie lubi wiecznie zapłakanej i marudzącej kobiety.

Nikt nie lubi ciągłego narzekania i mówienia o swoich kompleksach.

Nikt nie lubi ciągłych fochów.

Zakochał się w pewnej siebie kobiecie znającej swoje wartości. Znającej swoje wady i zalety, rozwijającej się, dążącej co celu. Twardo stąpającej po ziemi.

Tymczasem, ona zrobiła z mężczyzny odpowiednik pewności siebie, który ciągle ma ją ściągać z dna o charakterze ameby. Ej babki, przecież to my rządzimy światem, szpilka na nogę i walczyć o swoje.

               

        SEKS

Skoro wstydzisz się nawet swojego widoku w lustrze, jak masz nie wstydzić się swojego ciała przed partnerem? Problemem wielu kobiet jest niskie poczucie własnej wartości. Dziwisz się, że Twój facet ogląda film pornograficzny, skoro Ty wstydzisz się ubrać do łózka szpilki.

Koleżanka powiedziała mi, że kocha się tylko ze zgaszonym świetle. Co może myśleć jej facet? Że może to on nie jest odpowiedni by na niego patrzeć, a nie to że ona się wstydzi.

Rozumiem, że możemy nie lubić pewnych fetyszy lub zabaw. Myślę, jednak, że każdy znalazł by coś dla siebie. Eksperymentujcie, fantazjujcie, spełniajcie zachcianki. Kompleksy ma każdy, jednak skoro wstydzimy się przy naszym partnerze, który ma nam towarzyszyć do końca życia, to jak mamy być otwarci na resztę tego co ma dać nam świat?

Jeśli myślicie, że Wasz partner zdradził Was bo inna rozłożyła nogi bardziej – mylicie się. Wbrew pozorom, sama jakoś seksu jest najrzadszym z powodów cudzołóstwa. Zazwyczaj jest to bardziej złożony proces powodów.

 

UCIECZKA OD PROBLEMÓW

 

                Kiedy Ty widzisz wszystko w czarnych barwach.

Kiedy on nie czuje w Tobie wsparcia.

Kiedy mówi Ci pomysł na swój rozwój, a Ty mówisz „schowaj tą gitarę, jesteś za stary, lepiej napraw kran”

Kiedy wraca do domu, a w drzwiach pierwsze co słyszy to pretensje.

I ucieka, od problemów. Ucieka w ramiona innej.

 

                BRAK ZADBANIA

                Moja znajoma trafiła do szpitala w ciąży, gdy zaczęła krwawić. Dzwoniąc do mnie po cesarskim cięciu, pierwsze co powiedziała to, że głupio jej, że nie zdążyła się wydepilować w miejscach intymnych. Na początku byłam zdziwiona jej zmartwieniem, później wytłumaczyła mi, że ciąża to nie kalectwo by móc o siebie dbać.

Oczywiście ta anegdotka była opowiedziana z lekkim żartem, jednak wróciłyśmy kiedyś do tej rozmowy. Ciąża zmienia kobietę i to jest w pełni akceptowalne. Jednak mężczyzna, który związał się z fajną laską, chciałby mieć fajną laskę. Ciąża pozwala nam na dodatkowe kilogramy i zmęczenie, ale nie powinna pozwalać nam na zaniedbanie również swojego partnera. W całym amoku zdarzeń i emocji, często zapominamy o swojej miłości. Zaniedbujemy siebie i jego.

 

                BRAK UWAGI

Skoro większość Twojego czasu zajmuje spotkanie z koleżankami, a większość oglądanego wspólnie filmu zajmuje instagram?

Ja też nie znam się na piłce nożnej i nie rozumiem sensu oglądania wrestlingu. Jednak to nie mój sens, a kogoś innego. Kochając swojego partnera chociażby spróbujmy go poznać. Niech nam wytłumaczy te taktyki wrestlingu, niech opowie o swojej pasji widząc zainteresowanie w Twoich oczach.

 

                RUTYNA

Kiedy robiliście coś nowego w związku?

Kiedy gdzieś wyszliście?

Obejrzeliście coś tylko we dwoje?

 

 

Nie bronię zdrad. Nie ma obrony dla oszustwa. Nie usprawiedliwiam mężczyzn, nie usprawiedliwiam kobiet. Jednak może zwrócenie uwagi na tych kilka aspektów nie doprowadzi Waszego związku do obecności kochanków, może pozwoli budować dobry i trwały związek. Taki, w którym można powiedzieć „Po co mi kochanka, skoro mam w domu ideał?”

 

Pytanie do Was: co Wam wydaje się powodem do zdrady?

Psychologia & Rozwój

FIT ŚWIAT OSZALAŁ

                         

            Nie dziwię się, że jesteśmy w ciągłym dole kompleksów, skoro tak dużą presję nakłada na nas świat. Kupuję strój kąpielowy w sklepie DLA DOROSŁYCH i widzę, że wiele rozmiarów XXS włożyłoby jedynie 12-letnie dziecko. Obracam się widząc zdjęcia kościstych modelek na ścianach witryn sklepowych i wiem, że według nich – ten rozmiar jest normalny. Są gusta i guściki, można lubić chudość, ale czy tylko ja uważam, że ten rozmiar jest wręcz niezdrowy?

             Niezdrowy psychicznie. Świat oszalał, pamiętam siebie w lustrze jak łapałam swój fałd tłuszczu w rozmiarze 38 i nienawidziłam tego widoku. Naoglądałam się w końcu płaskobrzuchych kobiet na Instagramie, reklam na portalach internetowych z napisami „też możesz taka być”, śliniących się mężczyzn na skąpe bluzeczki (albo staniki) kobiet na dyskotekach. Po prostu starałam się wpasować. Wydawało mi się, że skoro „wszyscy”dążą do takiego wyglądu to ja też muszę. 

            Stojąc w sklepie spożywczym w pewnym momencie zastanowiłam się, czy nie pójść do sklepu obok bo mleko miało 1,5% tłuszczu, a nie 0,5%. Mnie też ta obsesja wciągnęła. Jednak pomimo „zdrowego żywienia” i aktywności fizycznej, czułam się jeszcze gorzej. Więc chyba daleko było tu do zdrowia.

            Zaniknęła miłość do maminego sernika, do normalnej sylwetki. Dlaczego normalnej? Bo nie próbuję propagować otyłości. Miażdżyca, cukrzyca i chore stawy nie mają być w modzie. Ludzie w Afryce głodują, nie mamy w zamian za nich pochłaniać podwójną ilość węglowodanów. Tyle, że to nie miało pójść też w drugą stronę! Koleżanka przyrównuje się do koleżanki, która ma 5 cm mniej w pasie. Stajemy się klonami z taśmy, taśma z wbudowaną obsesją piękna. Z potrzebą ciągłego doskonalenia swojego wyglądu. Z węższymi ubraniami, bardziej kształtnymi pośladkami. Więcej dla nas znaczy podziw ludzi z ulicy niż komplement męża, a to przecież mu miałyśmy się podobać. Jeszcze lepiej, więcej dla nas znaczy podziw kogoś, niż akceptacja samego siebie. Nie umiemy siebie kochać, a to jedyna akceptacja jakiej potrzebujemy. 

           Nikt nie patrzy w lustrze i nie mówi sobie, jest ok, wyglądam dobrze, zdrowo, jeśli przytyję kilogram świat się nie zawali, nie stracę pracy, nie muszę zwymiotować zjedzonego jabłka. Ludzie mają problemy z cerą, inni z owłosieniem, sąsiadka ma jedną pierś, listonosz ma łysinę. Nie jesteśmy idealni i nie musimy być. Może zamiast ciągłej pracy nad swoim wyglądem, czas zacząć pracę nad swoją psychiką? 

           Kupić witaminę D, zregenerować się poprzez dobry sen, dotlenić się w lesie albo wyjść na spacer zamiast ostrego cardio. Czyli zażyć aktywności dla zdrowia, a nie z ciągłej konieczności uzyskania efektu. Ciągłego ważenia się w celu utraty chociaż 200 gramów i czytania ile czasu zajęło komuś chudnięcie i czemu mi idzie wolniej. 

            Zamiast reklam książek, częściej widzę reklamy leginsów. Nastolatki wybierają bycie królem siłowni, niż studia. Wszystkie mają długie włosy, różowe topy i shakery znanych marek. Doceniam je, naprawdę, ciężko to wyćwiczyły. Do momentu w którym widzę potem szczupłą, piękną blondynkę w lustrze, która patrzy na siebie i mówi przez łzy „jestem gruba i nienawidzę tego jak wyglądam”

Taką blondynką byłam ja.